Vivartha

Szkoła Walki Wręcz i Samoobrony

Full contact..?

Czy trening w ochraniaczach jest naprawdę treningiem realistycznym?

Jeśli zniekształcają one warunki starcia, czy powinno się trenować bez nich?

Ale jak trenować bez ochraniaczy w sposób bezpieczny?

Slow game. Kontrolowane pchnięcie stopš przeprostowujšce staw kolanowy Slow game. Pchnięcie stopą przeprostowujące staw kolanowy. Trening walki wręcz z zastosowaniem rękawic bokserskich, ochraniaczy na piszczele, szczęk i kasków ma wiele zalet, ale ma także kilka wad. Najistotniejszą jest to, że taki trening zniekształca realia toczonej walki. Z drugiej strony brak ochraniaczy powoduje, że ćwiczący obawiają się zrobić sobie nawzajem krzywdę i nie atakują się prawidłowo. Jak rozwiązać ten problem?

Jedną z wad ochraniaczy jest złudne bezpieczeństwo, jakie tego rodzaju sprzęt zapewnia. Niezależnie od tego, jak dużo pracy wkładają w swoje zadanie tacy renomowani producenci jak Macho, czy TopTen, encefalopatia bokserska jest faktem. Mózgi byłych bokserów prezentują charakterystyczny wzorzec uszkodzeń, przypominających nieco zmiany związane z chorobą Alzheimera. Niestety nie dotyczy to tylko bokserów zawodowych. Zmiany pracy mózgu wykrywalne w porównawczych badaniach statystycznych na grupach sportowców pojawiają się już po 5 latach uprawiania takich sportów walki, jak boks, kick boxing czy muay thai. Uczucie obcowania z prawdziwym, poruszjącym się ostrzem, 
		nie da się zastąpić doświadczeniem wyniesionym
		z okładania się kijami oblepionymi gąbką.

Uszkodzenia skupiają się we włóknach nerwowych w neuronach środkowej części skroniowej kory mózgowej i na pozostałych częściach blisko obrzeży mózgu. Rejony te są ściśle związane z pamięcią ostatnich wydarzeń, emocjami i osobowością. Z mikroskopowych badań mózgów bokserów, u których w ciągu życia pojawiły się objawy choroby Parkinsona wynika, że na skutek uderzeń w głowę ręką w rękawicy bokserskiej występuje znaczna utrata komórek barwnikowych. Ten wzorzec zaburzeń jest podobny do choroby Parkinsona, która następuje po zapaleniu mózgu.

Na skutek otrzymywania ciosów rękawicą głowa przesuwa się niezwykle szybko, co prowadzi do mikrowstrząsu mózgu. Kask i powierzchnia rękawicy chronią przed zniszczeniami tkankę zewnętrzną głowy - skórę twarzy i kość, ale z samą zawartością czaszki dzieje się dokładnie to samo, co z jądrem orzecha, którym potrząsamy kiedy jest w łupinie. Przed urazami spowodowanymi przesunięciem głowy i wstrząsem wewnątrzczaszkowym żadna rękawica ani kask nie są w stanie nas ochronić. Efekty tych wstrząsów czuje się czasem po amatorskim treningu w rękawicach w postaci lekkiego bólu głowy wieczorem. Ten charakterystyczny objaw zna prawie każdy, kto choćby tylko przez rok uprawiał boks, kick boxig lub boks tajski.

Przez lata treningu efekty wstrząsów sumują się i zapis EEG osoby trenującej w taki sposób prawie zawsze wykazuje mniejsze lub większe nieprawidłowości. Sam zainteresowany często nie jest do końca świadomy stopniowych zmian osobowości, które się pojawiają. Zwiększoną drażliwość, luki w pamięci, zaburzenia rytmu snu i czuwania i subtelne, kilkusekundowe zmiany w koordynacji ruchowej zauważa najpierw najbliższa rodzina.

→ Więcej informacji na temat

Innym mankamentem stosowania ochraniaczy jest odejście od warunków naturalnych. Ręka w rękawicy ma zupełnie inną motorykę, niż bez niej, ponieważ dłoń jest obciążona. Wymusza to zupełnie inny sposób prowadzenia ciosu. Ręka inaczej jest wyrzucona do przodu i inaczej wraca, co sprawia, że w nieco inny sposób musimy koordynować sam ruch. Różni się przez to cały balans ciała. Prowadzenie walki w rękawicach bokserskich i bez nich wymaga odmiennej techniki. Mój znajomy trener boksu po eksperymentalnej walce w dużych kaskach ze stalową kratą na twarz i w małych, lekkich i twardych rękawicach "piąstkówkach" opisał to w ten sposób: "te ręce zupełnie inaczej chodzą...To było tak jakbym uczył się walczyć maczugą, a kazaliby mi walczyć na noże..".

Powierzchnia rękawicy jest dużo większa, niż powierzchnia dłoni. Ponieważ obaj walczący mają na rękach "duży bułowaty przedmiot", ich technika obrony i ataku może wyglądać całkiem inaczej, niż gdyby mieli dłonie odkryte.

Wiele przyzwyczajeń związanych z obroną przed ciosem metodą klasycznych bokserskich zasłon sprawdza się doskonale dopóki nie spróbuje się ich zastosować w walce na gołe ręce. W takim wypadku często okazuje się, że zasłona, która w rękawicach była bardzo szczelna bez nich staje się dziurawa i to w najważniejszych miejscach.

Dodatkowa różnica wiąże się z bolesnością samych miejsc, na które przyjmujemy ciosy broniąc się technicznie w rękawicach. Jeśli ręce nie są zakryte, często zamiast otrzymać pacnięcie ręką w rękawicy w grzbiet dłoni który też jest schowany za zwojem bandaża, warstwą skóry i gąbką, zostajemy trzaśnięci kośćmi pięści w najbardziej chyba bolesne miejsce ręki, w jakie można zostać uderzonym. W tym czasie nasz zwinięty kciuk trafia nas z odbicia, zależnie od zastosowanej obrony, albo prosto w naszą własną skroń (w najlepszym przypadku grozi to wybiciem kciuka), albo w czoło. W walce na gołe dłonie przyjmowanie uderzeń "na zasłonę" nie sprawdza się zupełnie.

Wadą stosowania ochraniaczy na piszczele jest przyzwyczajenie ćwiczących do ignorowania bólu, jaki może się pojawić przy uderzeniu piszczelem w twardą kość. W ochraniaczach piszczelowych można uderzać mocno i stosunkowo beztrosko. Po zdjęciu ochraniaczy często okazuje się jednak, jak bolesne może być dla kopiącego przypadkowe trafienie piszczelem lub podbiciem śródstopia w kość biodrową przeciwnika, jego wystawiony łokieć lub zgięte kolano.

Czy można ćwiczyć wolną walkę w sposób bezpieczny, realistyczny i bez stosowania ochraniaczy?

W czasach, w których broń biała była w powszechnym użyciu ludzie zawodowo trudniący się walką poświęcali wiele godzin dziennie na doskonalenie swoich umiejętności. Wolna walkę trenowano najczęściej nienaostrzonymi narzędziami. Każdy, kto widział jak po wielu dniach wyszczerbiania wygląda krawędź "nienaostrzonego" metalowego miecza wie jednak, że taki sprzęt tylko z opisu jest całkiem bezpieczny. W niektórych miejscach taka krawędź przypomina brzeszczot piłki do metalu. Poza tym przygotowania do przyszłej, nieuniknionej konfrontacji z bronią ostrą musiały obejmować ćwiczenia z tym samym sprzętem, który miał zostać później użyty w walce. Trenujący, jeśli mieli ćwiczyć dowolne ataki i obrony, musieli więc umieć doskonale się kontrolować.

Przy ćwiczeniu ostrym narzędziem wystarczy jeden moment nieuwagi i my sami lub partner możemy zostać niebezpiecznie skaleczeni. Jeśli ćwiczę z kimś kto ma w ręku ostrą broń i ja też ją mam, wszelkie próby udowadniania kto jest lepszy, niepoważne traktowanie treningu, przyśpieszanie ponad ustalone tempo, siłowanie się, brak opanowania strachu przed ostrzem, czy popisywanie się mogą się skończyć fatalnie. Z drugiej strony precyzja ruchów i poziom oswojenia z rzeczywistym zagrożeniem, których się nabywa ćwicząc w taki sposób są nie do porównania z tym co można uzyskać jakąkolwiek inną metodą. Uczucie obcowania z prawdziwym, poruszającym się ostrzem nie da się zastąpić doświadczeniem wyniesionym z okładaniem się kijami oblepionymi gąbką.

Trzeba tu zauważyć, że treningi z ostrą bronią, podobnie, jak samo używanie pewnych rodzajów bojowego sprzętu, nie były dostępne każdemu. Nie dopuszczano do takich rzeczy nikogo spoza kasty rycerzy. Takie ćwiczenia wymagały wiele wzajemnego zaufania. Możemy przypomnieć sobie teraz kilka osób z własnego otoczenia, z którymi zgodzilibyśmy się tak trenować i kilka takich, z którymi na takie ćwiczenie raczej się nie zgodzimy. Ma to jakiś związek z motoryczną sprawnością, ale bardziej chyba z wewnętrzną równowagą, zaufaniem do psychicznej odporności takiej osoby i pewnego rodzaju szacunkiem do niej.

Podobnie było w przeszłości. Ci, których do udziału w wojnie zmuszano - chłopi, przestępcy itd. - albo w ogóle nie byli szkoleni do indywidualnych starć, albo ćwiczyli okładając się kijami, sami okręcając się w szmaty, lub obwiązując słomą dla ochrony przed skutkami uderzeń.

Rycerza uczono techniki, precyzji i samokontroli. Ten trening samokontroli w sytuacji stresu miał nie tylko dawać mu skuteczność w pojedynku, ale i rozwijać jego umiejętność zachowywania wewnętrznej równowagi w codziennym życiu. Doświadczenie wynoszone z treningu w którym potrzebna była tak wielka precyzja przydawało się też przy ćwiczeniu walki wręcz. Po godzinach spędzonych na wyprowadzaniu idealnie kontrolowanych cięć i pchnięć białą bronią wyprowadzanie uderzeń i kopnięć w podobnym skupieniu było dużo łatwiejsze.

Robi się to z identycznym nastawieniem, jak przy ćwiczeniach z ostrzem. Podstawą jest rozwijanie kontroli nad napięciem psychomotorycznym. Osoba początkująca w sytuacji stresu jakim jest trening wolnej walki trzepie rękoma i nogami bez żadnej świadomości tego co robi, maksymalnie szybko i na oślep, albo nie podejmuje w ogóle żadnej sensownej akcji. Trening koordynacji ruchowej i technik walki nieco poprawia sytuację, ale nie załatwia sprawy całkowicie. W tym właśnie momencie pojawia się pokusa zastosowania ochraniacza. Skoro nie potrafię kontrolować ani swoich ruchów, ani ruchów przeciwnika, będzie bezpieczniej, jak założymy na siebie coś, za co będziemy mogli się schować. Na początku tekstu opisaliśmy już jednak efekty takiego wyboru.

Najważniejszym negatywnym efektem będzie jednak coś innego - zrezygnujemy z pewnego stanu umysłu koniecznego do ćwiczeń i zastąpimy go sprzętem, który można kupić w sklepie. Strata będzie dużo poważniejsza, niż to wygląda na pierwszy rzut oka.

Ćwiczący muszą być uczeni kontrolowania tempa i siły swoich ruchów, oraz wyczucia dystansu. Bardzo ważnym elementem jest trening "powolnej walki" - reagowania uderzeniami, kopnięciami i obroną z zachowaniem pełnej motoryki prawidłowych akcji, ale w wolniejszym tempie - tak, jakby wszystko przebiegało na nieco zwolnionym filmie. Dla osoby początkującej tego rodzaju ćwiczenie jest niezwykle trudne właśnie z uwagi na duże napięcie psychiczne, oraz brak precyzji ruchów.

W miarę postępu w treningu wyrabia się jednak umiejętność sensownego, świadomego reagowania. Ćwiczenie jest wraz ze wzrostem doświadczenia przyśpieszane aż do maksymalnej szybkości i siły. Ponieważ koordynacja w treningu "powolnej walki" jest taka sama, jak przy walce szybkiej (tego trzeba bardzo świadomie i uważnie pilnować) następstwa poszczególnych ruchów pozostają nie zmienione, doświadczenia i odruchy pozostają te same i przyśpieszenie tempa nie powoduje wzrostu zagrożenia. Trenujący wykonują tę samą technikę, tyle, że szybciej i mocniej. Zaawansowany ćwiczący jest w stanie uderzyć lub kopnąć bardzo szybko i silnie, jednocześnie mając pełna kontrolę nad tym co robi i pozostając skupionym.

Warunkiem sukcesu takiego treningu jest odrzucenie postawy rywalizowania. Jeśli chcemy za wszelką cenę pokazać, że jesteśmy lepsi niż partner, to ćwiczenie w zwolnionym tempie i kontrolowanie własnych ruchów będzie niemożliwe. Niektórym osobom z dużą łatwością przychodzi skupienie się na samym następstwie kolejnych technik i przebiegu walki (jakby bawienie się ruchem) bez starania się o udowodnienie czegoś. Inni mimo wysiłków długo nie są w stanie tego zrobić. Ustawicznie napinają się coraz mocniej psychicznie i fizycznie i "licytują się" z partnerem szybkością. Tego rodzaju trening jest dobrą okazją do zauważenia naszej postawy rywalizowania z innymi za wszelką cenę i do zmierzenia się z tym. Jeśli mamy kłopot z kontrolowaniem własnej agresji w codziennych sytuacjach, taki trening też będzie dla nas dużym wyzwaniem, ale i pożytecznym doświadczeniem.

Jeśli umie się kontrolować swoje napięcie psychomotoryczne w sytuacji walki, to można przenieść tę umiejętność na dowolne inne trudne warunki. W oparciu o taki sposób ćwiczenia - bez rywalizowania, a jednocześnie z pełną dowolnością ruchów, od powolnej walki do coraz szybszej - można się bardzo dobrze nauczyć prowadzenia starcia i reagowania na zmieniającą się sytuację, ale nie sposób zorganizować zawodów, w których ma zostać wyłoniony zwycięzca w rywalizacji.

Trenujący toczą tu walkę (w tym sensie, że wyprowadzają dowolne techniki i reagują spontanicznie nie wiedząc co przeciwnik zrobi i utrudniają mu akcje), ale nie rywalizują ze sobą. Gdybyśmy mieli po takim treningu zorganizować zawody, to trzeba by albo założyć zawodnikom ochraniacze, albo zakazać im wyprowadzania prawdziwych ciosów. Jedno i drugie jest zupełnie nie do pogodzenia ze stosowaną tu metodą, bo ciosy w tej formie treningu absolutnie nie są ani markowane, ani słabe, ani zatrzymywane przed celem, jak to się dzieje w zawodach sportowego karate. Na zaawansowanym poziomie uderzenia wyprowadzane są bardzo szybko, silnie, precyzyjnie i dokładnie w cel, w który powinny być wymierzone.

Ćwiczący nie uszkadzają się jednak nawzajem ponieważ ich nastawienie nie jest rywalizacyjne - są skupieni, panują nad własnymi ruchami i są świadomi tego, co się dzieje w walce. Tak wypracowana przytomność i umiejętność kontrolowania się jest podstawą efektywnej samoobrony. Jest też podstawowym celem, do którego poprzez trening praktycznej samoobrony w rzeczywistości dąży ćwiczący.

→ Powrót do listy artykułów