Vivartha

Szkoła Walki Wręcz i Samoobrony

Twardość

If sou are injured-learn from it - M. Oyama

Uderzenie w szczękę 
	w odpowiedzi na przechwyt i próbę ściągnięcia głowy w dół Uderzenie w szczękę w odpowiedzi na przechwyt i próbę ściągnięcia głowy w dół Kilka lat temu mój dobry znajomy trafił na czas jakiś do pracy w jednej z warszawskich agencji ochrony. Właściciel interesu potrzebował kilku chłopaków do obstawy baru walczącego z plagą bójek towarzyskich. Przyjmował mojego znajomego z polecenia, z rekomendacją wyszkolonego praktyka. Od początku był więc nastawiony życzliwie, jednak po podaniu ręki nie krył pewnego rozczarowania. Był przekonany, że zaawansowany karateka, lub adept kung-fu powinien mieć na kostkach dłoni olbrzymie narośle powstałe po wielogodzinnym wbijaniu ich w misy pełne żwiru i podgrzewane od spodu żywym ogniem. Z braku podgrzewacza do żwiru mój kolega powinien przynajmniej zastosować metodę tysiąca kart - codziennie walić pięścią w blok tysiąca arkuszy papieru zawieszony na murze. Na skutek uderzeń karty kolejno wycierają się i któregoś dnia adept dostępuje zaszczytu walenia pięścią bezpośrednio w kamienną ścianę. Przyszły szef spodziewał się też, że kandydat do pracy będzie mieć "utwardzone shuto" - kant dłoni pogrubiony znacznie od tłuczenia w drzewa techniką, którą James Bond już w latach 70 tych walił w szyje swoich przeciwników. Bezcelowość tłumaczenia, czemu dłonie nie są w kształcie głowic panzerfausta była oczywista, kolega wyjaśnił więc, że jest "raczej kopaczem". Ponieważ był akurat w pilnej finansowej potrzebie od niechcenia pokazał odpowiednio wysokie kopnięcie z obrotu i drugie, boczne, po którym przytrzymał nogę w górze nieruchomo przez kilka sekund. Coś takiego mógł umieć tylko mistrz, czym prędzej więc powierzono mu trudny odcinek.

Na skutek pokazów karateków stylu Kyokushin i chińskich cyrkowców reklamujących Wu-Shu, sztuki walki zaczęły być powszechnie kojarzone ze zdolnością rozbijania najróżniejszych twardych przedmiotów i nadnaturalną odpornością na ciosy. Po latach stosowania błędnych metod szkoleniowych i wielu, często nieodwracalnych uszczerbkach na zdrowiu moda na "utwardzanie" stopniowo wygasa, wciąż jednak nie brak entuzjastów takich eksperymentów wśród początkujących i wśród trudno reformowalnych trenerów.

Najpopularniejsze z takich nonsensownych metod utwardzania:

1. Pompki na pięściach - wykonywanie pompek na tych kościach pięści, które są ich powierzchnią uderzającą. Na skutek tego ćwiczenia miałaby ulec zmiażdżeniu chrząstka, która następnie odrastać ma dużo potężniejsza i bardziej odporna na zetknięcie z twardym celem, w który mamy uderzać.

W rzeczywistości dłoń przy uderzeniu pięścią może zostać uszkodzona przez wygięcie nadgarstka (zbyt luźny lub nieprawidłowo ułożony nadgarstek), przecięcie skóry na stawach lub paliczkach palców, lub wybicie palców ze stawów na skutek nieprawidłowego zwinięcia ich w pięść.

Przed żadnym z tych uszkodzeń narośle na stawach paliczkowych nie chronią. Jedynym rozsądnym celem wykonywania pompek na pięściach może być wyrobienie nawyku sztywnego trzymania stawu nadgarstkowego i prawidłowego zaciskania samej pięści. Z tego powodu może mieć sens wykonanie serii takich pompek od czasu do czasu, nie ma się to jednak nijak do wyczynowego wytrzymywania bólu podczas wystawania "na kościach" na twardej podłodze. Próby uodpornienia dłoni na ból są nie tylko bezcelowe, ale i mogą prowadzić do powstania niebezpiecznych zwyrodnień stawów, a nawet trwałego uszkodzenia chrząstki i jej zaniku.

Trening uderzen w parterze na tarczach Trening uderzen w parterze na tarczach. 2. Kopanie kością piszczelową w twarde przedmioty - drzewa, słupki itp., toczenie po kości piszczelowej drewnianych elementów (na przykład wałków), butelek, uderzanie w kość piszczelową kijem, chodzenie w klęku na kościach piszczelowych po ławeczce gimnastycznej w ten sposób, że piszczele ustawiamy poprzecznie do ławeczki i przesuwamy się wzdłuż niej, a stopy i kolana wystają poza krawędź deski itp.

Celem takich zabiegów jest zmuszenie organizmu do stworzenia narośli na kości piszczelowej, która miałaby uchronić nas przed bólem i kontuzją w wypadku trzaśnięcia piszczelą w piszczel, wystawiony łokieć lub w kolano przeciwnika. W rzeczywistości kości piszczelowej nie da się w ten sposób utwardzić. Na skutek jej uszkadzania mogą powstać zwyrodnienia, które boleśnie dadzą znać o sobie przy zmianach ciśnienia i wilgotności powietrza. W skrajnych przypadkach takie zabiegi mogą doprowadzić do powstania nowotworów lub rozwarstwienia kości. Spowodować można też ukruszenia niewielkich kawałków kości, które trudno i czasem nieprawidłowo się wypełniają, przez co sama kość zamiast się wzmocnić dodatkowo się osłabia. Najbardziej niebezpieczną i szkodliwą praktyką z wymienionych jest toczenie butelki po kości piszczelowej.

Nie ma żadnego uzasadnienia dla wzmacniania kości piszczelowej, ponieważ jest ona i tak bardzo odporna na złamanie. Gdyby było inaczej, w ogóle nie mogpbyśmy utrzymać na niej swojego ciężaru. Przy kopaniu rzeczywiście często zdarzają się bolesne kontuzje na skutek trafienia kością piszczelową lub podbiciem stopy w twarde miejsce na ciele przeciwnika, albo przez zastosowanie przez niego twardego bloku. Bolesność takich wypadków jest jednak spowodowana unerwieniem tych okopc, a nie narażeniem samej kości na pęknięcie.

Prawda jest taka, że te miejsca na ciele człowieka, na które do treningu w wielu klubach zakłada się ochraniacze, by ich bezpiecznie używać jako groźnej broni nie są naszą naturalną powierzchnią uderzającą. Konstrukcja odpowiednich stawów i kości u wszystkich ssaków ma więcej podobieństw niż różnic. Kończyny tylne mają swoją część udową, łydkę i część będącą odpowiednikiem stopy. Sporo zwierząt używa kopnięć jako broni, ale żadne z nich nie kopie w taki sposób, by uderzać kością w połowie jej długości. Wszystkie, które kopią, robią to tą częścią nogi, która na co dzień służy do bezpośredniego kontaktu z podłożem.

W większości sportów walki, w których stosuje się kopnięcia, przepisy zabraniają walki w butach. Ponieważ palce stopy są narażone na kontuzje dużo bardziej niż piszczel, żeby kopnąć po łuku używa się kości piszczelowej, zamiast robić to w najbardziej oczywisty sposób, czyli właśnie czubkiem buta.

Jeśli trenujesz tego rodzaju sport musisz nauczyć się tak właśnie kopać - wytrenować sposób kopania, który jest mniej naturalny, ale za to jedyny możliwy w świetle przepisów. W takim wypadku możesz nieco znieczulić tę część nogi przez kopanie w dość twardy worek lub w specjalne tarcze. Nie spowoduje to wzmocnienia piszczeli, ale organizm z czasem nauczy się ignorować informację, jaką daje sygnał bólu. Niektórzy zawodnicy muay thai z Tajlandii stosują nawet specjalne ziołowe maści znieczulające, którymi smarują nogi, by uodpornić się na ból podczas walki. Nie oznacza to jednak, że urazy, na które narażone są ich nogi, przestają być szkodliwe. Są jak najbardziej szkodliwe, tyle, że zawodnik odczuwa ich efekty po jednym lub kilku dniach, kiedy działanie znieczulenia ustaje.

3. Przyzwyczajanie się do przyjmowania uderzeń na korpus

Tego rodzaju ćwiczenia stały się bardzo popularne w związku ze sposobem rozgrywania zawodów w karate kyokushin. Przepisy tego stylu jednocześnie zabraniają stosowania rękawic, wymagają walki pełnokontaktowej i zakazują stosowania uderzeń rękami w głowę. W efekcie walka często przypomina starcie dwu spychaczy - zawodnicy stoją naprzeciw siebie pochyleni, z czołami bardzo blisko siebie i okładają się z całej siły pięściami po klatkach piersiowych i brzuchach.

Dosłownie jeden cios w krocze, szczękę czy skroń (nie mówiąc o szyi czy oku) w takiej sytuacji zakończyłby sprawę. Widać to wyraźnie w momentach, kiedy przez przypadek jeden z zawodników wyprowadzi nieprzepisowy cios powyżej lub poniżej dozwolonej granicy. Przepisy jednak wyraźnie tego zabraniają i za uderzenie przeciwnika tam, gdzie uodpornić się nie da, można w tych walkach zostać zdyskwalifikowanym. W efekcie podczas przygotowań do zawodów wiele czasu poświęca się na przyzwyczajanie do przyjmowania uderzeń w korpus i jednoczesnego oddawania ich. Tocząc walkę w taki sposób niezwykle trudno jest stosować jakieś uniki, najistotniejszym atutem decydującym o zwycięstwie jest więc umiejętność przyjmowania ciosów na klatkę piersiową i brzuch.

4. Przyzwyczajanie się do uderzania głową w twarde przedmioty lub w ścianę

Pokazy rozbijania różnych przedmiotów głową są specjalnością chińskich ekspertów od tzw. cyrkowego Wu-Shu (Kung-fu). Opierają się one na wykorzystaniu pewnych szczególnych właściwości wytrzymałościowych niektórych rodzajów cegieł i umiejętności odpowiedniego ułożenia karku w trakcie zderzenia ze ścianą. W rzeczywistości głowy tych cyrkowców nie odznaczają się żadną niezwykłą odpornością. Niestety wciąż istnieje poza Chinami pewna grupa "instruktorów", którzy zainspirowani klipami nagranymi z chińskiej telewizji usiłują uodparniać adeptów.

Czy cokolwiek z tego ma sens?

Czy warto utwardzać piszczele? Wiele zwierząt używa kopnięć.
	Ale żadne nie kopie kością w połowie jej długości Jeśli chcesz startować w pewnych konkurencjach sportowych, to trening utwardzania będzie koniecznością. Jeśli w danej konkurencji przepisy są tak skonstruowane, że wszystkie uderzenia rękami idą na korpus, to bez specjalnego przyzwyczajenia się do przyjmowania takich uderzeń na ciało nie da się w takich zawodach wystartować. Podobnie nie da się wystartować w zawodach, gdzie kopie się kością piszczelową bez uprzedniego "znieczulenia" tej kości odpowiednimi ćwiczeniami.

Dla potrzeb realnej samoobrony, lub dla samego treningu sztuki walki opartej na naturalnych technikach specjalny trening utwardzania nie ma żadnego sensu. Naturalny sposób kopania, to kopanie stopą, nie piszczelą, więc nie ma sensu tej piszczeli katować. Nie ma też żadnego sensu skupiać się na nadludzkiej odporności brzucha na przyjmowanie uderzeń. Dużo rozsądniejsze jest ćwiczenie obrony przed tymi uderzeniami, choćby przez kontry wyprowadzane w kierunku takich miejsc na ciele przeciwnika, których utwardzić on na pewno nie jest w stanie.

Jeśli skupiamy się na technikach naturalnych, wtedy zamiast poświęcać długie godziny na wyuczenie się utrzymywania sztywnego nadgarstka zwiniętej pięści lepiej nauczyć się uderzać podstawą dłoni - w sposób, który każdy z nas ma wrodzony. Podczas treningu naturalnych technik walki tak czy inaczej pewne powierzchnie naszego ciała uderzają o ciało przeciwnika. Nie są to mocne uderzenia i nie odczuwa się ich boleśnie, jednak w zupełności wystarcza to do nabycia niezbędnego przyzwyczajenia. Nie przygotowując się do konkurencji sportowej jesteśmy w tej dobrej sytuacji, że nie musimy przystosowywać naszego ciała do sprostania pewnym przepisom i zamiast tego możemy wykorzystywać jego naturalne możliwości.

Temat utwardzania ma też jednak pewien głębszy aspekt. Na co tak naprawdę chcemy postawić w naszym treningu sztuki walki? Jeśli zakładamy, że przyjmowane uderzenia będziemy wytrzymywać jak czołgi, to znaczy, że sami chcielibyśmy jakby troszkę upodobnić się do czołgu. Stać się "twardymi, niebezpiecznymi facetami". Kimś mocnym.

Podobno w 60% człowiek składa się z wody, a w 40% z telewizji. Ta ostatnia pełna jest postaci kuloodpornych, ogolonych na łyso facetów rzucających krótkie zdania i strzelających z biodra. Możemy poświęcić wiele czasu i energii na próby zostania podobnym pitbullem. Obserwując, jak w ciągu ostatnich lat zmienił się wygląd młodych chłopaków na ulicy łatwo dojść do wniosku, że jeśli tylko człowiek się odpowiednio postara, na pewno odnotuje na tej drodze pewne sukcesy. Kłopot w tym, że aktor z TV po nakręconej scenie odpina kabure, ściera z bicepsa tatuaż i idzie do kasy po wypłatę, a z nią na pizze. Tymczasem nam jako pitbullom nie będzie wolno wyjść z roli ani na chwilę. Na dłuższą metę podążanie za takim wzorcem może się dla nas okazać mocno wyczerpujące.

Kontrola obalonego przeciwnika 
	przez pozycję “kolano na żebrach” i pierwsza faza ruchu do dobicia prawą ręką Kontrola obalonego przeciwnika przez pozycję “kolano na żebrach” i pierwsza faza ruchu do dobicia prawą ręką Być może za kontuzyjnością tych wszystkich "twardych, kontaktowych" sportów walki - za tymi wszystkimi urazami kolan, łokci, zwyrodnieniami piszczeli i chrząstek, wybiciami palców, encefalopatią, zaburzeniami po stosowaniu sterydów i urazami kręgów szyjnych - kryje się głębszy sens. Może nasze ciało próbuje w ten sposób przekazać nam jakąś prawdę o naszym sposobie życia, której warto posłuchać? "If you are injured - learn from it" - co to tak naprawdę może znaczyć?

Podejście szkoły Vivartha jest w tym względzie nieco inne. W treningu nastawiamy się raczej na umiejętność sensownego, adekwatnego do sytuacji reagowania - bloków, parowań, uników, przechwytów, wyprzedzeń, umiejętnej pracy nóg itd. - czyli raczej na to wszystko, co należy do sfery techniki i umiejętności "skupionego rozluźnienia się" w walce. Nie pracujemy nad tym, żeby być "mocni", tylko nad swobodą i naturalnym reagowaniem.

Wybór takiego podejścia nie jest zresztą podyktowany przekonaniem o tym, co byłoby skuteczniejsze "na ulicy". Prawdopodobnie oba sposoby są porównywalnie skuteczne, jeśli są w porównywalnym stopniu opanowane przez adepta. Chodzi raczej o to, co ze swojego treningu przenosisz poza salę. Jeśli mam przyjąć cios na ciało muszę się jakoś wewnętrznie spiąć do tego i w jakiś sposób znieczulić. W oczekiwaniu na takie uderzenie zapewne napnę wszystkie możliwe mięśnie, wypuszczę całe powietrze, zacisnę zęby, przymrużę oczy i będę czekał nieruchomo wrośnięty w ziemię. Jeśli będę to robił regularnie trzy razy w tygodniu przez pięć najbliższych lat, z pewnością stanę się w tym ekspertem. Będę ekspertem od napinania się. Jak to doświadczenie przełoży się na moje codzienne działanie - na rozmowy z dziewczyną, na sposób reagowania na zacinający się suwak od kurtki, na prowadzenie samochodu..?

Pozornie między tymi rzeczami nie ma związku. Ale ja na przykład codziennie rano poświęcam 15 minut na dobrą kawę. Ten czas jest dla mnie. Siadam, leniwie przyglądam się parującemu kubkowi, wdycham zapach i słucham powoli narastających dźwięków dnia. Jeszcze nic nie muszę. Ten czas jest bardzo ważny dla mojego umysłu. Nastrój, który wtedy osiągam dużo mi daje. Co by się stało, gdybym zamiast tej kawy stawał, napinał się, wypuszczał powietrze, zaciskał zęby, mrużył oczy i nogami dosłownie wbijał się w ziemię, a jakaś dobra dusza wymierzałaby mi z głośnym rykiem kopa w brzuch? Który zwyczaj, konsekwentnie praktykowany przez lata sprawiłby, że czułbym się bezpieczniej, bardziej komfortowo i że, po prostu, fajniej by mi się żyło?

W reakcji na cios nie uczymy zamykać się, wytrzymywać bólu, czy w jakiś inny sposób szczególnie się napinać. Uczymy sensownie reagować - przekierować siłę, zrobić unik, przechwycić, zablokować... Tego rodzaju reakcje wymagają pewnego rozluźnienia, jednak nie ma ono nic wspólnego z przysypianiem. To stan aktywnej, uważnej spontanicznej koncentracji. W oczekiwaniu uderzenia człowiek odruchowo napina się i jakby zatrzymuje energię. Celem treningu jest zastąpienie tej lękowej reakcji działaniem. Podobna zasada przenosi się na wszystkie sfery życia - zamiast się spinać, upierać, zawieszać na czymś, reagujesz swobodnie stosownie do zmieniającej się sytuacji. Trening walki jest dobrym sposobem, żeby się tego nauczyć.

→ Powrót do listy artykułów